Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nowa zabawa
24.12.2006, 16:10:15
Post: #421
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że

Przepraszamy, tylko zarejestrowani uzytkownicy mogą oglądać zdjecia na NFM. Zapraszamy do rejestracji
Przepraszamy, tylko zarejestrowani uzytkownicy mogą oglądać zdjecia na NFM. Zapraszamy do rejestracji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
24.12.2006, 19:10:18
Post: #422
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki

Czasem trzeba kogoś ugryźć, żeby poczuć się lepiej .......
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
24.12.2006, 19:17:54
Post: #423
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki kukurydziane w polewie

Przepraszamy, tylko zarejestrowani uzytkownicy mogą oglądać zdjecia na NFM. Zapraszamy do rejestracji
Przepraszamy, tylko zarejestrowani uzytkownicy mogą oglądać zdjecia na NFM. Zapraszamy do rejestracji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
24.12.2006, 19:34:44
Post: #424
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki kukurydziane w polewie grzybowej z uszkami.

Czasem trzeba kogoś ugryźć, żeby poczuć się lepiej .......
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
24.12.2006, 19:37:26
Post: #425
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki kukurydziane w polewie grzybowej z uszkami. Wszyscy sie zdziwili

Przepraszamy, tylko zarejestrowani uzytkownicy mogą oglądać zdjecia na NFM. Zapraszamy do rejestracji
Przepraszamy, tylko zarejestrowani uzytkownicy mogą oglądać zdjecia na NFM. Zapraszamy do rejestracji
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
26.12.2006, 19:23:15
Post: #426
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki kukurydziane w polewie grzybowej z uszkami. Wszyscy sie zdziwili ale wyciągnęli łyżki
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
27.12.2006, 00:22:01
Post: #427
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki kukurydziane w polewie grzybowej z uszkami. Wszyscy sie zdziwili ale wyciągnęli łyżki wystrugane kozikiem z
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
27.12.2006, 07:28:38
Post: #428
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki kukurydziane w polewie grzybowej z uszkami. Wszyscy sie zdziwili ale wyciągnęli łyżki wystrugane kozikiem z Magicznego Drzewa Zatwardzenia
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
27.12.2006, 16:03:38
Post: #429
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odlecieli wszyscy razem na miotle pożyczonej od baby-jagi mieszkającej w Piernikowym Lesie.
Dziś Falkhor zjadł mi bułke ze smakiem którą w pocie czoła rano zrobiłam z dzemem z Biedronki złapanej na łące w siatke do łapania rybek. Plus parę żołędzi schrupanych na przekąskę przywiało Ducha Wiatrów który robiąc hałas przetoczył się przez pogorzelisko po ognisku zostawiajac duzy balagan.
Potem SunShine z lampą naftową uciekała z ogniska, goniły ją OGRY! I głośno krzyczały
NFM NFM NFM !!!
I wtedy sie okazało, że SunShine pobiegła do domu po piwo ale sama wypiła po drodze całe. Zjedzą ją OGRY!
I byłiby ją zjedli ale na ratunek przybył Robin Hood i fececi w rajtuzach. Jednak SunShine powiedziała "to piwo było obrzydliwie ciepłe i na dodatek miało dziwny posmak glonów". Nagle pojawił się, niewiadomo skąd, tajemniczy mężczyzna, którym okazał się zamaskowany Maciej. Wskazał na iwcie i powiedział: "Hakuna Matata". I porwał Iwcie do swego królestwa. A znajdowało się ono za siedmioma piekłami gdzie 7 krasnoludków strzegło Iwci w Wieży. A na tej wieży ze szczytem wśród chmur Iwcia śpiewała i płakała. Jej płacz usłyszał zzieleniały ze złości Profesoq i ruszył i wpadł w kupe śniegu co wywołało ogólne zadowolenie. Lecz wszyscy sie zdziwili że ten śnieg wogóle tu leży -rano go nie było, i jest koloru tak jakby różowego z metalicznym połyskiem. I sie okazało że sa to płatki kukurydziane w polewie grzybowej z uszkami. Wszyscy sie zdziwili ale wyciągnęli łyżki wystrugane kozikiem z Magicznego Drzewa Zatwardzenia z wielkim otworem pygidialnym, w którym znajdował się
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
27.12.2006, 16:49:02
Post: #430
 
Dziś rano każdy poszedł na spacer bedac ubranym w szalik, czapke i biustonosz z wczorajszej szalowej imprezy ktora byla u iwci, maciusia i terelki a takze u Falkhora, profesorka i wielu wielu innych bardzo fajnych osób, które zrobiły straszną awanture z powodu rozlanego kufla piwa, który został strącony z wysokiego stolka który stał obok lodówki z piwem ktora była baardzo tejemnym magicznym teleportem zbudowanym z bardzo starych kości Trolla, które trzeba było zgotować i zjeść. Niestety gdy już portal zaczął wirować wtedy większośc osób zrobila sie zielona i zaczęła się rozpadac na kawalki, które potem trzeba złączyć w niezwykłą, trudną i skomplikowaną oraz tajemniczą układankę wraz z innymi bardzo ciekawymi wątkami. Tak zaczęła się nasza wspólna wakacyjna przygoda z niesamowitym przewodnikiem, którym był przybyły z krainy Oz wróbelek Ćwirek oraz jego wierny pies Kundel bury. Podczas naszej przygody widzieliśmy dużo fantastycznych ludzi, z którymi wypaliliśmy fajkę pokoju doznając przedziwnego widzenia naszej wspaniałej przyszłości w tym naszym padole. Nagle zza porośniętego mchem pagórka wyszła sędziwa staruszka, spojrzała podejrzliwie na Falkhora i rzekła cienkim skrzekliwym głosem "witaj dobry młody człowieku. Czy mógłbyś przyjsc do mnie nad Czarci Potok abym Ci mogła przygotować kufel złocistego wina, któro spodowuje niezapomniany odlot na Majorke, a tam tańce hulanki swawole i wszystko co tylko dusza zapragnie", Falkhor na to "A rower będzie?", ona na to: "To ja się zapisze do klubu sportowego dla seniorów, i chciałabym abys pomógł mi zostać pierwsza staruszką, która zdobędzie tytuł najlepszej rowerzystki w Tour de Pologne gdzie główną nagrodą jest wielce mocarny i dobrze zbudowany Władek z Łańcuta". Falkhor widzac jak staruszka wylewa poty i cięzko pracuje, postanowil zrobic jej miłą niespodzianke i zaprosić ją na romantyczną kolacje przy świetle Zorzy Polarnej. Gdy tak siedzieli wpatrzeni w blask ogniska, nagle staruszka pokazała wielkie kły z nowiutkiej protezy wyrabianej w Łancucie u mistrza cechu Sztuk Tajemnych, wtem jak spod ziemi wyłoniła sie reszta rozbawionej gromadki z iwcia na czele. Śpiewali wesoło o wakacjach, które spędzili razem w podróży, gdy niespodziewanie zza otulonych mleczną mgłą krzaków, wybiegł przestraszony i całkiem mokry mężczyzna, który zaczął wydawać dziwne dźwięki nasladując Mandarynę z sopockiej opery. Iwcia nie wytrzymała, wyciagnęła mikrofon i dołączyła do Mandaryny, spiewały razem ulubioną piosenkę biesiadną o chlopcu, który został sam w ciemnym lesie. Nastepnie dołaczyli z pewną taką nieśmiałością magdaaa, grzenio i terelka dając pokaz widowiskowych skoków przez roznegliżowanego Maciejam, Falkhora ku uciesze innych nudystów z okolic Łańcuta. Nagle rozległ się dźwięk syreny policyjnej - policja kontroluje Forum! Poszukują zbiegłej z koncertu mandaryny iwci oszołomionej anielskim głosem Grzenia. Iwcia i Grzenio założyli ciemne okulary, wzieli gitare i organy aby ogłuszyć funkcjonariuszy macieja i profesoqa, tajnych poczwórnych agentów podstępnie knujących intrygi przeciwko Jedności Wszechświata. Przeciw IV Rzeczpospolitej Kosmicznej wystąpił hardo LucasComPL, który postanowił strzec forum przed agresją zahartowanych moherowych beretów współpracujących z PiSmakami. Następił wielki wybuch po zderzeniu supernovej, która obudziła Maszkarona śpiącego sobie słodko pod łańcuckim wzgórzem. Zażądał na śniadanie urodzinowego torta Profesoq'a! Zaspokoiwszy głód zapytał "może zjem Profesoq'a??" Nieeeeee!!! Zaprotestowały dziewczyny. Lepiej zjedz Falkhora! Najlepiej smakuje z cebulą i szparagami! Polany bitą śmietaną i zimnym advokatem spoległ na talerzu. Nieoczekiwanie spod stołu wychylił się Grzenio, dzierżąc wielki miecz przebił Maszkarona - z którego wydostał się stareńki maleńki dziaduś z dłuuuuuuuuuuugą siwą końską grzywą i indiańskimi warkoczykami, które czyniły go Mędrcem. Cudem ocalony Falkhor wraz z Grzeniem spojrzeli smętnym wzrokiem na pustą butelkę po zużytym szamponie - wewnątrz siedział Dżin. Dżin ten spełnił jedno życzenie LucasComPL i to życzenie było niezwykłe, bo miało w sobie 350 słów, a brzmiało nastepująco: 'trzysta pięćdziesiąt słów!!!' "Ehh" westchnął dżin, a ziemia zadrżała... i stało się. Świat przestał istnieć. Ale to było w całkiem małej prawie niewidocznej kuli. Kuli ze szkła otoczonej magiczną poświatą, za którą skrywały sie dwa pomidory i rzekł jeden pomidor: Ludzie to EGOIŚCI. A drugi pomidor milczał jak zaklęty. Aż tu nagle zabłysła druga kula! Niczym Feniks nadleciała i buuuuuuuuum! POMIDOR porażony światłem zemdlał, ale doznał wizji, dosyć niezwykłej bo pomidory tak mają, że widzą to czego inni nie widzą bo zobaczyl swoje wnętrze które nie było pomarańczą tylko rozspiewanym "Las Ketchup" podczas grania w domino na boisku do ping-ponga wodnego z drużyną leśnych skrzatów lubiących królewnę śnieżkę i 40 rozbójników. Wymyślili że pójdą razem do sklepu monopolowego po nalewkę babuni z dodatkiem cytryny i soku malinowego dobrego na przeziębienie grype i biegunke oraz inne przypadłości. Wtedy zza rogu bawolego wyjrzała Zuziaaa sprawdzając co w trawie piszczy. Rozejrzała się podejrzliwie i zobaczyła wystającego żubra, który znienacka powstaje z jęczmienia otrzepując się wdzięcznie. Żubr beknął wydzielając przy tym bardzo intensywny zapach. Taki zapach zazwyczaj wydziela długo nieżywa żaba rozjechana przez samochód. Żubr zatoczył się. Po czym wyrżnął grzywką w przydrożny kosz jak łysy grzywką o kant Starej Szafy stojącej w przedpokoju dziadka. Na to dziadek wspomniał o swej siwej brodzie, która ciągneła mu się dookoła bioder i służyła mu za pasek do spodni oraz hamak podczas wypraw rabunkowych na mieszkające obok wiewiórki. Kradł on im zimowe futerka które przerabiał potem na ulepszone futerka które rozdawał chudym zwierzakom.
A innego pięknego dnia okimaxim biegła radośnie i sie wywaliła w wielką błyszczącą stertę niedopałków papierosów marki jaką lubi schmicer, którymi niszczy latające pantofle cioci Krysi. Krysia i Okimaxim zgarneły po drodze Falkhora i Grzenia. Wszyscy udali sie do Sołtysa gdzie zamówili dużo piwa, ogromną pizzę i nagle do pizzeri wpadli policjanci z alkomatem. Sprawdzili i wylegitymowali wszystkich i przyłączyli się do ucztowania połączonego z inteligientną ( ) rozmową na temat najnowszych trutek na komary. Uznali że najlepszą trutką jest stary dezodorant dziadka albo sam dziadek.
Po posileniu się i napiciu wszyscy udali sie w kierunku zachodzącego słońca gdzie Falkhor z Falusią wpatrzeni w błękitne niebo podziwiali zachód. Mrużąc oczy zobaczyli niezidentyfikowany obiekt latający a w nim Grzenio i Zuzia obalają kartonowe wino z zielonymi ufoludami i nawet się z nimi w morde jeża całkiem mocno zaprzyjaźnili. A że nie byli chamscy to zaprosili resztę do środka spodka i polecieli do Krakowa odwiedzić studentów i psorów z naszego forum. Przywitali się tradycyjnie siekiera i grabiami, aby na koniec zapomnieć wogóle o długim rozstaniu i odleci