Temat obserwuje
 1 Guest(s)
amatorbalikci.net

Odpowiedz Napisz temat 
Casino Royale - James Bond... po raz pierwszy?
AutorWiadomość
Falkhor
Administrator
*


Postów: 12,751
Grupa: Administratorzy
Dołączył: 16-06-2006
Status: Offline
Reputacja: 4
Portfel: 0
Post: #1
Casino Royale - James Bond... po raz pierwszy?

Próżno szukać człowieka, który nie zetknął się z Bondem. Jamesem Bondem. Jeżeli słyszymy słowo 'agent', 'agent wywiadu', 'superszpieg'... Myślimy sobie - BOND. Owo hasło, marka, symbol ukute zostały przez wiele lat i wiele kilometrów taśmy filmowej. Prawdę powiedziawszy - James Bond jest chyba tak popularny, jak coca cola Smile

Dr No, Człowiek ze złotym pistoletem, Goldeneye, Jutro nie umiera nigdy, Die another day...... a teraz Casino Royale...

Hmmm... z każdą następną częścią przygód superagenta superwywiadu z superzabawkami (Q rządzi Biggrin ) dało się zauważyć, że poza przystojnością tytułowego bohatera, jego niezawodnością w dżungli tropików, miasta jak i alkowy - zmienia się tylko i wyłącznie rodzaj efektów. Jakość filmu dopasowywana była do możliwości kina. Oczywiście dodać należy uaktualniane do wymagań publiczności i panujących trendów mody - kobiety...

Wg mnie pierwsze lekkie pęknięcie było widoczne dość wcześnie. W 'Licencji na zabijnie' (1989r.) widać, że szekspirowski warsztat pracy Bonda - Timothy Daltona - odcisnął się na wizerunku filmowego agenta. Jedni krytykują tę rolę wprost mówią, ze była anemiczna. Inni jednak - że można było dostrzec ludzką, emocjonalną, słabszą część superasa wywiadu.

Później zaś kolejna ryska to... Die another day. Tego wcześnej nie było - Bond jest torturowany, wiarę w niego traci nawet jego własny wywiad. Widać, nawet po samy P. Brosnanie - że też dzielny bohater okazuje słabości. I jest bliski zdrady... Jednak zwycięża. jak zwykle - efektownie Smile

Teraz głośne i słynne jeszcze przed oglądnięciem Casino Royale. Heh, cóż to były za akcje związane z szykanowaniem aktora piastującego tak wysłużony i zasłużony zarazem stołek, jakim jest rola Bonda. Daniel Craig - obsmarowywano go doszczętnie. Od urody, po inteligencję - wszystko było źle.

Więcej detali odnośnie akcji na przykładowej stronie:

Craig to nie BOND

Być może jest to kiepski żart, a może poważniejsza inicjatywa któregoś aktora, któremu nie powierzono jednak roli Bonda? To nieważne Smile Proszę sobie poczytać, jak wielu ludzi zaczęło naukowo niemal dociekać, dlaczego ów aktor być Bondem nie może.

Wracając do osoby samego Craiga - dlaczego nie miałby być Bondem? Czasem w TV pokazują różnych agentów. Zajmujących się śledztwami, bezpośrednimi akcjami, może i nawet akcjami szpiegowskimi. Czy wyglądają tak ładnie jak rasowy Bond? No nie sądzę. Jeżeli jednak dać wiarę tym, którzy już mieli możliwość oglądnąć Casino - to Craig odmienił osobę Bonda...

Cytat:
Podróż do źródeł, którą zaczyna nowy Bond, sygnalizować może kierunek, w jakim seria może podążyć, gdy brak już kolejnego książkowego punktu odniesienia. Tym kierunkiem mogłaby się stać biografia Fleminga. Uważa się bowiem dość powszechnie, że kreując postać agenta 007, pisarz w znacznej części pokazywał siebie lub kogoś, kim chciał być, względnie czasami bywał. Były reporter Reutera miał takie same słabości: kobiety (w tym mężatki), cygara, wykwintna kuchnia, szybkie samochody, bakarat i inne gry hazardowe. Za pierwsze honorarium z "Casino Royale" kupił forda thunderbird, którego zresztą rozbił w wypadku. Gdy przegrał w kasynie pieniądze, kazał je Bondowi wygrać na kartach książki. Szef Fleminga - podobnie jak szefowie Bonda - miał go za aroganta. Reżyser pierwszych Bondów Terence Young opisał go też jako "niesamowitego snoba".

Fleming szczycił się, że pracując nad książkami, robił dokładną dokumentację. W sposób błyskotliwy i zabawny pokazywał światowe metropolie (Hamburg, Hongkong, Tokio, Nowy Jork, Los Angeles, Berlin, Wiedeń). Mówił, że nie opisywał krajów i zwyczajów, których naocznie nie zobaczył. Dlatego opisy miejsc, detali są w książkach dość obszerne. Ba, często były ciekawsze niż opisywane obok przygody bohaterów (w "Goldfingerze" opis gry w golfa zajmuje 20 stron, zaś końcowa akcja w Forcie Knox zaledwie kilka). Realizatorzy filmu mieli więc z czego czerpać. "W powieściach o Bondzie zawsze trafi się coś ekstra, coś głębszego: wiedza historyczna, dziwne książki o technice szulerskiej lub o magii na Haiti, folklor, który bez kwestii przyjmujemy na wiarę: czy stosunek płciowy rzeczywiście zaostrza wzrok strzelca?" - zachwycał się inny pisarz Anthony Burgess.

Źródło - Onet PL

Jak dla mnie sam fakt podjęcia próby nadania dziełu filmowemu książkowego charakteru jest bardzo interesujący. nie czytałem żadnej książki o Bondzie, posiłkuję się tylko przeczytanymi opiniami tych, którzy owej lektury dokonali. Wyłania się z tego taki obraz, że Bond nie był tylko elegancikiem i tylko twardzielem. James Bond to osoba o dużo głębszym bagażu osobowości.

Na film chętnie wybrałbym się do kina, ale coś mi się wydaje, że najprędzej oglądnę go sobie na DVD 9za jakiś czas Smile ). Chciałbym, aby ten film być trochę bardziej szekspirowski od Timothy Daltona, ale w efektowności nie odchodził od Die another day Smile

Pozdrawiam Smile


17.11.2006 10:03:56
Odwiedź stronę użytkownikaZnajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedziUnknownUnknown
Odpowiedz Napisz temat 

Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do:

włochy wczasy Granica Amatorskie filmy lokaty bankowe wyszukiwarka 1500